piątek, 19 września 2014

Robin Williams

Czasem, tak jest w życiu,
że nie do końca się coś zrozumie,
a wierzy się, że to prawda,
bo zdaje się, iż człek pojąć umie.
I tak czasem na przykład imiona,
co brzmią tak samo,
można pomylić i zrozumieć inaczej,
niechaj, tu siła Perswazji skona,
do prawdy dość wprost, nie raczej.
Tak przyjęłam wiadomość, że go już nie ma,
wiedziałam, że wiersz będzie dobry bez dema.
Gdyż pisząc o będę się bawiła słowem,
jak on rozbawiał nas rolami,
pamiętny Robinson z "Jumanji",
choć w głębi roli mały chłopiec,
jak o tym wiemy pewnie sami.
Ojciec, który wciela się w rolę kobiety,
by do dzieci mieć dostęp bliższy,
to "Pani Doubtfire", która też ma zalety,
obojętnie, czy ma z tego wyższy,
bilans, jeśli chodzi o jego role,
w niejednej kreacji właśnie go wolę.
"Stowarzyszenie umarłych poetów" z 1989-tego,
czy "Hook", gdzie Piotrusia zagrał wesołego,
"Good Morning, Vietnam" film, czy "Dziewięć miesięcy",
jego wcieleń, kreacji, ról, jest niemal od tysięcy.
Taki występ w "Hamlecie", czy "Klatce dla ptaków",
aż po "Fubber'a" pełnego zielonych, a jakże znaków.
Trafiamy też na "Dzień ojca", czy "Buntownika z wyboru",
jak widać są też role, które są nie tylko dawką humoru.
Kolejno "Patch Adams", który dzieci leczy śmiechem,
bo czyż śmiać się, i nim leczyć może być grzechem.
Czasem to przecież depresja chorobę wzmaga,
a śmiech, czy zajęcie jej odejść pomaga.
"Między piekłem a niebem" jest dystans szeroki,
tak, jak pojęcie "Człowiek przyszłości",
to temat na swój sposób na prawdę jest głęboki.
"Bezsenność", czy "Czekając na cud",
albo "Noc w muzeum", olśnienie aktorskie,
renesans filmografii, tak bym ogólnie powiedziała,
czy jest osoba, która się z filmu z nim nie śmiała ?
Nawet takie ot "Stare wygi",
gdzie z John'em Travoltą,
na obozie urządzał wyścigi.
Wiele ról zapamiętam Williams'a w pamięci,
mam nadzieję, 
że ten czas, który tu ktoś tutaj poświęci,
czytając wiersz kawałek po kawałku,
stwierdzi, że warto było,
przypomnieć sobie o jego rolach,
by rozpocząć dzień od poniedziałku,
równie, jak dotąd miło.
(wrzesień 2014)
 

Robin Williams I o którego odejściu usłyszałam niemal, jak w "Perswazjach" kobieta. Przecież mamy Robbie'go Williams'a, który jest muzykiem. Ich imię i nazwisko, tak podobne, że słysząc je z ust pewnej osoby najpierw pomyślałam o tym pierwszym. Potem okazało się, że to komik i aktor Robin McLaurin Williams 21 lipca 1951, Chicago (Illinois, USA) - 11 sierpnia 2014 odszedł. I wiedząc, że nie mogę tu powymieniać wszystkich ról pozwalam sobie na ich choć tyle w wierszu o Robin'ie Williams'ie, którego będę pamiętać i tego jestem pewna.
Do ciekawostek mogę dodać, że Robin użyczył swojego głosu w "Happy Feet: Tupot małych stóp"(2006) dla Ramón (inaczej Lovelace, lub Cletus), czy w "Aladyn i Król Złodziei"(1996) dla Niebieskiego Dżin'a. Wśród zaś narracji z jego udziałem wymienia się filmy "A.I. - Sztuczna Inteligencję" z 2001 roku.
Dzień pisania powyższego wiersza nie był uzależniony od roli R. Williamsa w Stowarzyszeniu umarłych poetów, w którym podobno liryk nie jeden występuje. Lecz złożył się on z obejrzeniem przeze mnie "Mostu do Terabithi"(Bridge To Terabithia, 2007). Kiedyś widziany przelotnie w tv okazał się przepięknym tworem, którego nie widziałam w pełni. Doskonałym, a jakże nawiązującym końcem filmu do tego, że ktoś odszedł i trzeba iść dalej. Film ten, jednak najpewniej pojawi się nie raz w przyszłym czasie wśród nawiązań wierszy. Ale to już inna historia.

Jak mogłeś znalazłeś tego posta ?


  • wiersze Stowarzyszenie umarłych poetów
  • wiersze film
  •  film Robin Williams

czwartek, 18 września 2014

Eli Wallach, jako staruszek z "Holiday"

Są pewni ludzie, którzy wiele czynią,
lecz nawet do tych drobiazgów się nie przyznają,
nie chcą wyjść na pyszałków,
ale z drugiej strony
ile skromności, a i mądrości przy okazji mają.
Znałam kiedyś pewnego takiego człowieka,
o wiele młodszy od staruszka,
któremu poświęcimy ten wiersz,
jednak równie pięknymi cechami urzeka.
Niedawno wśród światowych relacji,
pojawiła się też taka o człowieku,
co pojawił się,
w cudownej skromnej filmowej kreacji.
Pewien staruszek, co nieznany przez swoją sąsiadkę
podróżował sobie przy domu czasem sam,
czasem z pielęgniarką, mając w sumie "pustą" chatkę.
Aż któregoś dnia pozamieniano domy,
a po sąsiedzku pojawiła się kobieta,
której był, stał się wręcz znajomy.
Zjedli kolację,
okazał się utalentowanym człowiekiem z nagrodami,
odrzucającym zaproszenie na wieczór,
gdzie miano mu podziękować za twórczość,
wręczyć podziękowanie, to tak krótkimi słowami.
Raz ze skromności, 
dwa nie potrafiąc sobie poradzić
ze swoim drobnym problemem,
którym było nie w pełni sprawne,
powolne przez nią chodzenie.
Ale w końcu z małą pomocą,
nauczył się w uśmiechu przekonywania,
że smutną dotąd istotę wspomaga,
podczas własnego się nią wspomagania.
Pomocy z jej serca płynącej strumieniami,
uczucia, które mogła wreszcie, gdzieś przekazać.
cieszyć się...
prostymi, a pięknymi, dobrymi chwilami.
Sam się śmiejąc, sam opowiadając historie,
swej skromności
w dawaniu innym szczęścia, tak bardzo nie widzi,
w pamięci, jednak zostanie, w sercach tych,
z których...
pewnie żadne ze znajomych go się nie zawstydzi...
(wrzesień 2014, remeake 08.2014)


Staruszek z filmu "Holiday" (2006), czyli Arthur Abbott to Eli Wallach (07 grudnia 1915 - 25 czerwca 2014). Aktorka, która towarzyszyła mu największą ilość czasu przez cały film to Kate Winslet. Wiersz poświęciliśmy tej jednej roli, ale ma ich na koncie o wiele więcej. Filmy, w których także mogliśmy go zobaczyć to m.in. 

  • Zakochany Nowy Jork (2009)
  • Zakazany owoc (2000)
  • Ojciec chrzestny 3 (1990)
  • Dobry, zły i brzydki (1966)
  • Siedmiu wspaniałych (1960)
Zdjęcia z kadru w trailer'ze do Holiday niestety nie znalazłam, dlatego powyższy screen jest z innego filmu z udziałem Eli Wallach, a mianowicie "Zakochany Nowy York".

Jak mogłeś znalazłeś tego posta ?
  • staruszek z Holiday
  • Holiday films

środa, 17 września 2014

Małgorzata Braunek i jej role

Przeglądając artykuły tegoroczne,
przeglądając newsy i wiadomości,
trafia się czasem na niezwykle...
smutne,
po których nawet żal w sercu gości,
nawe, gdy nieznając chciałoby się
buntne,
wystawić osądy, lub te zdrowe,
nadając życiu treści kolorowe.
W przypadku Braunek wielce poruszała,
podobno trzy razy zamężna,
a przecież Oleńkę Billewiczównę grała,
która "ran twoich niegodnam całować"
w "Potopie" do Andrzeja cicho wołała.
Lecz życie, to nie film,
ma swoje inne ścieżki,
nie jest przyczyną; 
jak z kolejnego filmu z jej udziałem,
tzw. "Diabła" koleszki.
Gdyż to otoczenie zmienia nas, nasze 
sumienia, kwestie... postępowania,
u artystów jest to też natura,
natura skłonna do roli kreowania.
I tak znajdujemy kolejno "Polowanie na muchy",
w których Irenę grała;
czy na przykład dość obiecujące tytuły,
jakoż "Lalkę" czytała;
bądź musiała do niej zajrzeć,
każda osoba do niej w szkole,
o Braunek można było spotkać, gdy snuły (się)
odcinki serialowej "Lalki" po ekranie.
Kolejno, gdy tak już spojrzeć,
widzi się jednowątkowe role.
Gdyż to ona w "Domu nad rozlewiskiem",
Barbarę Jabłonowską, 
czyli w matkę Małgorzaty się wcielała;
jak i w kontynuacji "Nad rozlewiskiem",
czy "Życie nad rozlewiskiem" też grała.
To role, z których najwięcej ludzi
może ją najpewniej zachowywać w pamięci,
ilu w sercu ją zachowa, ilu chwilę trzyma,
nie ważne, pozostanie na pewno w tych
najważniejszych; te, które stanowi rodzina.
(wrzesień 2014)


Małgorzata Braunek (30 stycznia 1947, Szamotuły (Polska) - 23 czerwca 2014) pogodna na zdjęciach, które widzę gdziekolwiek praktycznie napotkam. Odeszła w tym roku zostawiając wielu widzów sezonowego serialu, jak i bliskich. Nie znając serialu "Nad rozlewiskiem" poza tym, że czasem słuchałam, co w nim leci, jak oglądał ktoś w domu miałam nie lada zadanie. Opisać kogoś, kogo pamiętam na pewno z tej jednej jedynej roli - długowłosej blond Oleńki z "Potopu". Filmu w kilku częściach, na podstawie trylogii książek Henryka Sienkiewicza. Mam nadzieję, że całość wyszła pozytywnie.